Święty Mikołaj – jak sobie radzę?

Zbliża się najbardziej magiczny czas w całym roku, który uwielbiają szczególnie dzieci – i to nie tylko ze względu na prezenty. Nadchodzi Mikołaj!

Atmosfera Świąt Bożego Narodzenia zdecydowanie udziela się najbardziej i ma największą „siłę rażenia”. Jednym z kluczowych elementów grudniowych jest Święty Mikołaj.

Każdy z nas zapewne pamięta czas kiedy w niego wierzył

Hmm, może inaczej – kiedy wierzył w to, że prezenty dzieciom przynosi Święty Mikołaj. Cała otoczka: sanie, renifery, magia, wchodzenie przez komin – to wszystko składa się na niesamowitą otoczkę, którą warto pielęgnować.

Jeszcze kiedy nie miałam dzieci, czasem zastanawiałam się, jak bym rozwiązała tę kwestię. U mnie w domu nigdy nie było przebieranych Mikołajów – była to postać zawsze tajemnicza. Zresztą, jak ma być tajemnica, to niech będzie! Bo niby dlaczego u mnie miałby być Mikołaj i chwilę by porozmawiał, a u koleżanki nie? Zawsze byłam dzieckiem dociekliwym i wyłapującym nieścisłości, więc temat był „podejrzany”. Szczerze natomiast nienawidziłam odwiedzin „przebierańców” w przedszkolach i w młodszych klasach podstawówki. Mając to na uwadze, obmyślałam jak temat ogarnąć z własnymi dziećmi.

Kwestia pierwsza – czy Mikołaj istnieje?

Oczywiście, że tak! Co do tego nie ma wątpliwości. Tego się trzymam i takie są fakty. I nie ma w tym kłamstwa. Święty Mikołaj istnieje i mieszka w Laponii, w okolicach wioski Rovaniemi.

To też powtarzam mojemu niespełna jedenastoletniemu synowi, kiedy już koledzy mocno na niego naskakują, że jednak nie istnieje. Przynosił im nawet listy, które dostaje z Laponii (o tym za chwilę), ale ostatnio są sprytniejsi i mówią, że może i istnieje, ale prezenty kupują rodzice. Cóż… Nadchodzi czas (w tym roku może jeszcze nie, ale w następnym już na pewno), kiedy pozna prawdę. Ale i tak nie dopuszczę do odarcia całej magii Świąt. Syn dowie się, że obdarowywanie się prezentami przez bliskich to wyjątkowa tradycja i że dopiero jak się jest dość dużym, to można odkryć sekret hasła: „każdy może być Świętym Mikołajem”. Pozna prawdę, że to my wszyscy jesteśmy składową wielkiej, ogólnoświatowej tradycji łączącej ludzi, w której chodzi o coś więcej, niż tylko super drogi prezent DLA MNIE.  Że chodzi o okazanie innym troski, ciepła, zainteresowania.

Kwestia druga – list do Mikołaja

Obowiązkowy element Świąt :). Obydwaj moi synowie piszą listy, od kiedy potrafią coś tam chociaż narysować. Obowiązkowo w czerwonej kopercie (kopertę tez ozdabiamy), listy są wysyłane na jedyny słuszny adres prawdziwego Mikołaja – patrz punkt „kwestia pierwsza” 🙂

Santa Claus' Main Post Office, Tähtikuja 1, 96930 Arctic Circle, FINLAND lub Santa Claus Office, FIN-96930 Napapiiri, Rovaniemi, Finland

Moi chłopcy wysyłają list po 6 grudnia – mogą mieć gotowy wcześniej, ale wysyłają po 6 grudnia. Dlaczego tak? O tym będzie w „kwestii trzeciej” 🙂

Kwestia trzecia – 6 grudnia i Mikołajki

Tutaj trzeba było się trochę nagimnastykować. Spotkałam się z różnymi pomysłami. Na przykład takim, że ponieważ święty Mikołaj ma tego dnia imieniny, to zamiast sam listy dostawać – woli je rozdawać dzieciom. Ale przynosi wtedy jakiś drobiazg, nieduży upominek. Spotkałam się też z innym pomysłem, a w zasadzie z brakiem pomysłu. Otóż Mikołaj przychodzi dwa razy: 6 i 24 grudnia, ot tak i za każdym razem dzieci dostają „coś dużego”.

Ja się trochę nakombinowałam z wyjaśnieniem, ale ten pomysł wpadł mi do głowy, jak byłam dzieckiem i bardzo mi pasował. Pasował też do koncepcji rózgi dla niegrzecznych dzieci 🙂 Jako dorosła uznałam, że skoro przypasował mi jako dziecku, to i moje dzieci uznają go za wiarygodny. Na czym polegał?

Otóż 6 grudnia Mikołaj przychodzi w konkretnym celu – daje znać dzieciom, czy były grzeczne, czy nie i czy jest szansa na wymarzony prezent. Opcje są trzy. Pierwsza – sam prezencik w bucie lub przy bucie oznacza, że dziecko było grzeczne i ze spokojem może czekać na wymarzony prezent pod choinkę. Druga to rózga, ale wraz z prezentem. Taka kombinacja oznacza, że było tak sobie, ale jest szansa na poprawę i wymarzony prezent. Opcja trzecia to sama rózga i nici z prezentu. Oczywiście nie zdarza się opcja trzecia, ale jest dobrą motywacją 🙂 U mnie się sprawdza.

Przygotowania do 6 grudnia rozpoczynamy już poprzedniego dnia wieczorem szorując buty. 🙂 Chłopaki sami czyszczą swoje buty, żeby Mikołaj nie musiał oglądać ubłoconych – mają świadomość ryzyka opcji drugiej z rózgą 🙂

 

Jest jeszcze jedna rzecz, o której chciałam Wam napisać, ale zostawię ją na drugi świąteczny wpis. Będzie w nim mowa o tym, jak radzę sobie ze zbyt „wybujałymi” pomysłami dzieci na prezenty oraz z ogromem „pierdół”, którymi dzieciaki – w dobrej wierze (mam nadzieję) – obdarowuje rodzina, krewni i powinowaci 🙂

A tymczasem, sprawdźcie w kalendarzu jakie atrakcje, imprezy i warsztaty szykują się na okres przedświąteczny!

 

 

Polub nas i udostępnij: