Złaknieni dźwięku


W 1995 roku, zanim jeszcze Wilk zaczął gromadzić reportaże do swojej pierwszej książki, natknął się na dziennik pokładowy kapitana Richarda Chancellora, pierwszego zagranicznego żeglarza, który zapuścił się na północne rubieże Rosji.
W połowie XVI wieku Chancellor dowodził fregatą towarzystwa londyńskich kupców, które zainteresowane było odkryciem północno – wschodniej drogi morskiej do Chin. Dowodzony przez Anglika statek, jako jedyny z całej wyprawy, zdołał przepłynąć przez Morze Barentsa, docierając w pobliże Nowej Ziemi. Jednak ze względu na pogarszające się warunki pogodowe, Chancellor musiał zawrócić – przez wolne od lodów Morze Białe dotarł do ujścia Dwiny, gdzie w miejscu dzisiejszego portu Archangielsk, założył faktorię handlową . Nowa droga do Chin, co prawda, nie została odkryta, jednakże wyprawa zaowocowała nawiązaniem kontaktów handlowych między Anglią i Rosją,
pozostawione przez Chancellora dzienniki podróży, listy i mapy stanowią cenne źródło informacji o rosyjskiej Północy.
Dla Wilka tym cenniejsze, że są to relacje o osobistym przeżyciu – wszystko to, co znajduje się w tych dziennikach i listach sygnowane jest indywidualnym doświadczeniem piszącego. Szczególnie bliska polskiemu dziennikarzowi zdaje się być odpowiedź Chancellora, jaką dał w przedmowie do swoich wspomnień, wszystkim tym, którzy, powołując się na stan ówczesnej wiedzy o Rosji i Dalekiej Północy, zarzucali mu kłamstwo lub, co najmniej, koloryzowanie rzeczywistości:
Wy znacie te kraje ze słów innych ludzi – ripostuje Chancellor, ja – ze swojego doświadczenia, wy – z cudzych książek, ja – z własnych obserwacji, wy powtarzacie sądy ogółu, a ja tam byłem (WN
s. 163).
Po przeszło czterystu latach w ten sam sposób swoim oponentom mógłby odpowiedzieć Mariusz Wilk – po raz kolejny podkreślając znaczenie przeżycia, indywidualnego doświadczenia w procesie poznawania rosyjskiej rzeczywistości.
Wilk nie ufa książkom, nie daje wiary niczemu, czego sam nie sprawdził, nie zobaczył. Dlatego też po przeczytaniu dziennika Chancellora powziął decyzję
o powtórzeniu jego białomorskiej tropy, by naocznie przekonać się o rzetelności relacji angielskiego żeglarza. W wyprawie wzięli udział także Wasilij Dmitrowicz, sołowiecki przyjaciel Wilka a zarazem właściciel i konstruktor „Antura” – pełnomorskiego jachtu, długości jedenastu metrów, który w całości własnoręcznie wykonał oraz Losza – dwudziestotrzyletni młodociany alkasz (alkoholik). Celem wyprawy, w czasie której Wilk utrwalał w notesie szlak owej tropy, stał się przylądek Kanin Nos – najdalej wysunięty na północ punkt stanowiący umowną granicę między Morzem Białym
a Oceanem Arktycznym.
Notatki zebrane w drugiej części Wilczego notesu są więc dziennikiem podróży odbytej na skraj widzianego świata, przedsionek piekła, gdzie słychać tylko dyszenie morza, płacz i zgrzytanie zębów (WN s. 161). Wyprawa na „najdalszą Północ”, za Krąg Polarny przynosi interesujące opisy miejsc i ludzi tam żyjących. Jednak w tej relacji najistotniejsza jest nie reportażowość, ale „egzystencjalne doświadczenie »połowy czasu«” . Kanin Nos leży bowiem na styku świata z zaświatami, w miejscu, gdzie
w ogóle nie ma nocy, nad morzem strasznym i potężnym (WN s. 162). Tutaj Podróżny doświadcza osobliwego poczucia kresu świata, życia, rzeczywistości. Wokół rozpościera się pierwotny ląd, pozbawiony śladów cywilizacji, kultury, historii – bez przeszłości, gdzieniegdzie tylko widać kawałki kadłubów rakiet, którymi usiana jest cała tundra. Ich jaskrawe kolory i znaczne rozmiary na tle spokojnych barw lasu rażą oczy, mieszają rozum. Panuje tutaj dziwna aura – żaden dźwięk nie mąci ciszy. Dominującym uczuciem ogarniającym podróżnych jest samotność tym bardziej dojmująca, bo spotęgowana wszechogarniającym milczeniem. Człowiek zbyt długo przebywający za Kręgiem Polarnym wcześniej czy później zapada na „niemuchę” – traci mowę i ryczy niczym leśny zwierz (WN s. 177). Formą obrony przed tym bezgłośnym umieraniem jest „goworucha” – również choroba. Cierpiący na nią mieszkańcy Dalekiej Północy garną się do towarzystwa przyjezdnych, mówią wtedy bez przerwy, złaknieni dźwięku ludzkiej mowy. Czasem plotą bez sensu, do rzeczy, byle mówić, bo milczenie to przecież samotność, a samotność to śmierć (WN s. 182).

Previous Jak założyć stowarzyszenie?
Next Pamięć