Ranga urzędu


Rozważając zagadnienie rangi urzędu papieskiego w Kościele Jan Paweł II uznał konieczność poszukiwania nowych rozwiązań: „Jestem przekonany, że ponoszę w tej dziedzinie szczególną odpowiedzialność, która polega przede wszystkim na dostrzeganiu ekumenicznych dążeń większości chrześcijańskich Wspólnot i na wsłuchiwaniu się w kierowaną do mnie prośbę, abym znalazł taką formę sprawowania prymatu, która nie odrzucając bynajmniej istotnych elementów tej misji, byłaby otwarta na nową sytuację” i wezwał przedstawicieli innych wspólnot religijnych (zwłaszcza prawosławnych): „abyśmy wspólnie poszukiwali takich form sprawowania owego urzędu, w których możliwe będzie realizowanie uznawanej przez jednych i drugich posługi miłości”.
Zgodnie z reformami soborowymi papież Jan Paweł II promulgował nowy Kodeks Prawa Kanonicznego (1983), który zastąpił kodeks pio-benedyktyński. Charakterystyczne dla nowego kodeksu jest szerokie stosowania prawa, decentralizacja i dostosowanie do zmiennych warunków współczesności. W duchu rezygnacji z zasad państwa katolickiego została również dokonana rewizja konkordatu włoskiego (1984).
Spośród ważnych wydarzeń pontyfikatu należy jeszcze wspomnieć ogłoszenie nowego Katechizmu Kościoła Katolickiego (1992), w którym znalazły wyraz reformy II Soboru Watykańskiego i dorobek nowej, posoborowej teologii. Aby posłużyć się przykładem katechizm wyraża soborową eklezjologię Kościoła Chrystusowego: „jedyny Kościół Chrystusowy (…) który Zbawiciel nasz po zmartwychwstaniu swoim powierzył do pasienia Piotrowi, zlecając jemu i pozostałym Apostołom, aby go krzewili i nim kierowali (…) Kościół ten, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie (communio)”. Oceniając problem schizm i herezji, które miały miejsce i powstawały w przeszłości Katechizm stwierdza zaś w duchu ekumenicznym, że „w tym jednym i jedynym Kościele Bożym już od samego początku powstały pewne rozłamy, które Apostoł surowo karci jako godne potępienia. W następnych zaś wiekach zrodziły się jeszcze większe spory, a niemałe społeczności odłączyły się od pełnej wspólnoty (communio) z Kościołem katolickim, często nie bez winy ludzi z jednej i drugiej strony”. Problem przynależności do Kościoła został zaś przedstawiony zgodnie z posoborową zasadą różnych stopni: „Do tej katolickiej jedności Ludu Bożego (…) powołani są wszyscy ludzie (…) 831należą lub są jej przyporządkowani zarówno wierni katolicy, jak inni wierzący w Chrystusa, jak wreszcie wszyscy w ogóle ludzie, z łaski Bożej powołani do zbawienia (…) Także ci, którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób 856 przyporządkowani są do Ludu Bożego (…) Więź Kościoła z religiami niechrześcijańskimi jest przede wszystkim więzią pochodzenia i wspólnego celu rodzaju 360ludzkiego”. W tych słowach można dostrzec wpływ refleksji teologicznej o. Karla Rahnera, który napisał nawet, że „w orbitę Bożego zbawienia wciągnięty jest każdy człowiek i to niezależnie od tego, czy do tej oferty łaski zbawienia odnosi się pozytywnie, czy ją odrzuca”.
W okresie posoborowym doszło nie tylko do zmian treści w jakiej wyrażane są podejmowane przez teologów zagadnienia, ale wystąpiły również poważne zmiany w stylu teologicznego języka. Wyrażając wpływy nowej filozofii i teologii abp A. Nossol uważa np. że w uniwersalistycznych rozważaniach chrystologicznych pojawia się „element ekumeniczności nie tylko czysto interkonfesyjnej, ale również międzyreligijnej, interhumanistycznej. Stąd można mówić o prawdzie Teilhardowskiej wizji Chrystusa kosmicznego”.
Już w połowie lat 60-tych Paweł VI stwierdził, że „powinniśmy wyrazić nasze przekonanie, że prawdziwą jest tylko jedna religia i to chrześcijańska, mieć nadzieję, że zostanie ona za taką uznana przez wszystkich, którzy Boga szu­kają i czczą”, ale „Nie chcemy jednak odnosić się z brakiem szacunku do wartości du­chowych i moralnych, które tkwią w różnych religiach, nie noszących za­szczytnego miana chrześcijaństwa. Warto wraz z nimi przyczyniać się do rozwoju i bronić wspólnych nam wzniosłych i wspaniałych ideałów w dzie­dzinie wolności religijnej, braterstwa między ludźmi, wychowania i nauki, społecznych akcji dobroczynnych i ładu społecznego”. Od czasów panowania tego papieża teologowie znacznie zrelatywizowali wyrażane przez niego umiarkowane stanowisko, zwłaszcza, gdy chodzi o pierwsze z cytowanych zdań. Polski teolog, jezuita, o. Jacek Bolewski w wywiadzie pt. „Spotkanie w Duchu Prawdy”, udzielonym dziennikowi „Rzeczpospolita” powiada (w rozmowie z Anną Jarmusiewicz), że „[II] Sobór [Watykański] uznał z większą pokorą niż w przeszłości, że Kościół, jakiego chciał Jezus – «jeden, święty, powszechny i apostolski» – «trwa» w Kościele katolickim, czyli jest w nim, chociaż się do niego nie ogranicza. Duch Chrystusa działa także w innych Kościołach chrześcijańskich oraz poza chrześcijaństwem”, a w innym fragmencie tego samego wywiadu stwierdza, że „żadna religia nie ma monopolu na prawdę, może natomiast świadczyć o swojej otwartości na nią. Nie oczekujmy, że wszyscy się nawrócą na chrześcijaństwo, ale że spotkają się w Duchu Prawdy, a to już nie całkiem od nas zależy”. Każdy kolejny rok przynosi nowe, liczne deklaracje teologów wyrażane w podobnym stylu, oparte na radykalnym rozumieniu zasad ekumenicznych.

Previous Fałszywe oceny redaktorów
Next Wiersze