Droga wewnętrznego doskonalenia


Świątobliwy Jan Zatwornik, który spędził w pieczarze trzydzieści lat, po dość długim czasie poszukiwań zdołał poznać istotę ascezy, odkrył prawdziwą drogę do Boga. Raz wszedłszy na ścieżkę zbawienia już z niej nie zawrócił, lecz zanim to nastąpiło Jan dręczony był przez rozmaite żądze ciała. Próbował z nimi walczyć wszystkimi znanymi sobie sposobami:
Dwa dni, albo i trzy przebywałem nie jedząc – mówi Zatwornik – i tak trzy lata przebyłem; wielokroć zaś i cały tydzień nic nie spożywałem
i bez snu przebywałem całymi nocami, i pragnieniem się wielkim morzyłem i żelaza ciężkie na sobie nosiłem1.
Jednak praktyki te nie przyczyniły się do uśmierzenia żądz, które nim targały. Dopiero święty Antoni podczas modlitwy w pieczarze objawił Janowi drogę, która, jeśli na niej wytrwa, zaprowadzi go do Królestwa Niebieskiego:
Janie, trzeba Ci się tu zatworzyć – rzekł święty. Antoni – a przez niewidzenie i milczenie ucichnie walka [namiętności] i Pan ci pomoże za wstawiennictwem świętych swoich (s. 214).
Rzeczywiście Jan zamknął się w pieczarze, ale nie uczynił nic, by zrozumieć sens odosobnienia, był głuchy na głos Boga. Wydawało mu się, że praktyki, którym poddaje swoje ciało są miłe Bogu i tylko one wystarczą, by osiągnąć z Nim zjednoczenie, aby łaska Pana zaczęła w nim działać. Nic bardziej błędnego!
Zatwornik wymyślał coraz to boleśniejsze formy udręczenia ciała, które niemalże przyprawiły go o śmierć. Wycieńczony, nagi, obwieszony żelastwem zakopał się na koniec
w jamie, tak, że jedynie ręce i głowę miał ponad powierzchnią ziemi. W takiej pozycji przeżył post, w czasie którego żądze bynajmniej nie ustąpiły, a dusza wciąż była niespokojna. Szczęście w nieszczęściu – w pieczarze Jana zjawił się diabeł.
Kusiciel zstąpił w postaci smoka, który chciał pożreć mnicha. W obliczu rychłej śmierci, nie mając nawet pewności, czy dostąpi zbawienia, Jan zaczął się modlić. Gdy tylko wezwał imienia Pana, diabeł odstąpił od niego i rozległ się głos Boga:
Janie, Janie, pomoc otrzymałeś, ale bacz, by ci się co gorszego nie stało i byś zła jakiegoś nie doznał w przyszłym życiu. (…)
Wedle mocy cierpliwości twojej dopuściłem na cię [mękę – dop. M. F.] byś wypalony był jak złoto. Nie dopuszcza bowiem Bóg ponad siłę nieszczęścia na człowieka, iżby z sił opadł, lecz jako Pan, sługom krzepkim i mocarnym ciężkie i wielkie dzieła porucza, niemocnym zaś
i słabym małe i lekkie powierza (s. 215).
I ucichły w Janie żądze cielesne na widok Bożej światłości, która rozjaśniła czeluść pieczary. Zrozumiał on, że samo udręczenie ciała nie pokona namiętności, targających człowiekiem, samo cierpienie nie zaprowadzi ludzi do Boga. Trzeba jeszcze z całej duszy pragnąc zjednoczenia z Nim, trzeba się modlić, bo tylko modlitwa może wyjednać łaskę. Bez rozmowy z Bogiem asceza zamienia się w masochizm.
Jan dzięki swojej cierpliwości i wierze w możliwość pokonania pokus, spokojnie oczekiwał dnia, w którym będzie mógł oglądać Boga twarzą w twarz. Podporządkował się bowiem woli Pana, odnalazł prawdziwą drogę, która przez modlitwę i ascezę prowadzi ku życiu wiecznemu.

Previous Jak uczyć się szybko i skutecznie?
Next Obsługa prawna - czego oczekiwać od prawnika?